niedziela, 12 października 2014

Rozdział V "Kuzyn"

     Charlie karciła się za każde wspomnienie o Michaelu. Musiała całkowicie przestać o nim myśleć, nie wyszłoby z tego nic dobrego, nie było dla nich żadnej przyszłości. Ona mimo swojego wiecznego zbuntowania, złości na cały świat za błędy rodziców myślała o studiach i tym, co będzie potem. Przejmowała się swoim dorosłym życiem, bo wiedziała, że nie przyjdzie umrzeć jej szybko. Michael natomiast był typem, który mógłby umrzeć nawet jutro... Charlie czasem myślała, że nawet by się ucieszył, gdyby tak się stało. Nie dbał o siebie i był słabym człowiekiem. Był kulą u nogi. Był... 
     Więc dlaczego nie mogła przestać myśleć o ich ostatniej randce? O tym jak świetnie się bawili, najpierw w wesołym miasteczku, a potem u niego w domu? Dlaczego ciągle wracało do niej wspomnienie, kiedy siedziała na jego kolanach, wypłakując się w jego ramię, kiedy on gładził ją po plecach i szeptał do ucha pocieszające słowa? Albo kiedy skręciła kostkę i nie mogła chodzić, a on przynosił jej picie i jedzenie, dbał o nią tak długo, aż sam nie musiał wracać do domu... 
     Wszystko to wróciło do niej właśnie teraz, kiedy wydawało jej się, że może o nim zapomniała. I wcale się nie zmienił. Matka Mike'a wspomniała, że wysyła go na odwyk i byłoby lepiej gdyby przez ten czas Charlie się nim nie kontaktowała. Myślała, że może uda mu się zwyciężyć. Ale wygląda na to, że nawet nie podjął się walki...
     - Wszystko dobrze, Chaz? - Emily trąciła ramię przyjaciółki. Jadły właśnie lunch na szkolnej stołówce. Wokół panował hałas i harmider, ale Charlie zupełnie odcięła się od otaczającego ją świata. Wróciła myślami kilka miesięcy wstecz, kiedy była choć trochę mniej zła na siebie i rodziców. 
     - Tak - odparła wolno. Dla potwierdzenia swojej wiarygodności, uśmiechnęła się pokrzepiająco do Emily. - Jak tam kuzyn? 
     - Wprowadził się.
     Był kolejny poniedziałek. Wiele zdarzyło się w ciągu ostatniego tygodnia, ale Charlie potrafiła myśleć już tylko o Mike'u. I o czekającej ją po zajęciach karze, w śmierdzącej klasie profesor Handall. 
     - Jest nieznośny? 
     - Niesamowicie - Emily zarzuciła swoimi długimi włosami. - Jest gorszy niż moja matka. Przesiaduje w łazience godzinami, głośno słucha muzyki i ciągle gra na tej swojej gitarze. Do tego teraz Perry jest o niego zazdrosny i ciągle się kłócimy.
     - Zazdrosny o twojego brata? - Charlie specjalnie podkreśliła ostatnie słowo. Oczywiście, że zauważyła, że coś dzieje się nie tak jak trzeba. Perry omijał ich stolik na przerwie obiadowej i odwracał wzrok przechodząc obok korytarzem. Charlie jednak nie miała ochoty pytać, co się stało. Wiedziała, że prędzej czy później Emily sama się do wszystkiego przyzna. - To chore...
     - Jemu to powiedz - warknęła - Według niego wcale nie jesteśmy tak bardzo spokrewnieni. I jako dzieci też nie mięliśmy bliskich stosunków, więc równie dobrze mogłabym wejść mu do łóżka, skoro już z nim mieszkam. Kurde, wcale się o to nie prosiłam... ale do niego nic nie dociera. Wiesz jakie to uczucie, gdy chcesz aby ktoś zmienił swoje myślenie, ale nie ważne jak mocno się starasz, to i tak, jakbyś rzucała grochem o ścianę?
     Żebyś wiedziała... 
     - Daj mu trochę czasu - poradziła Charlie. - To wszystko co w tej chwili możesz zrobić. 
     - Dawanie czasu ssie. 
     Charlie popiła lunch ostatnimi łykami coli. Była już ciepła i wygazowana... najgorsza. Mimo to zaspokoiła niewielkie pragnienie palące gardło szatynki. 
     - Bardzo ssie.

*

     - Przyjadę po ciebie po karze i razem wrócimy do mnie dobrze? Mogę być wkurzona na Perry'ego i mojego kuzynka, ale wciąż potrzebuję korków z chemii. - Emily wysłała Charlie buziaka, po czym odkręciła się i zostawiła przyjaciółkę na schodach. 
     Charlie westchnęła głęboko. Wcale nie chciała wracać do Sali Więziennej. Minął dopiero tydzień i już miała dość. Zupełnie przeceniła swoje siły. Nie była w stanie tam wysiedzieć tak długo, jak myślała że by mogła. Tesswick doprowadził ją do granic wytrzymałości i odpłaciła mu pięknym za nadobne, ale teraz bardzo tego pożałowała. 
     Odkręciła się z zamiarem rozpoczęcia wspinaczki na schody, kiedy ktoś wpadł na nią i tylko dzięki swojemu refleksowi, a także refleksowi tej drugiej osoby, nie przewróciła się i upadła. 
     Stała, mocno przytulona do szybko podnoszącej się i opadającej klatki piersiowej sporo wyższego od niej chłopaka. Jego duża dłoń mocno wspierała jej plecy na wysokości krzyża. Była bardzo nisko... 
     - Cała? - do jej uszu dotarł jego miękki głos. Charlie podniosła głowę, a jej oczom ukazała się twarz chłopaka. Piwne oczy zasłonięte były blond grzywą kręconych włosów. Na nosie siedziały okulary z czarnymi oprawkami. Miał lekko rozchylone usta. Jego twarz tak blisko jej...
    - Co? - spytała nieprzytomnie. 
    - Jesteś cała? Pytałem czy wszystko ok. - delikatnie odsunął ją od siebie. Patrzył na nią z rozbawieniem w oczach. Zaraz... czy one nie były przed chwilą jasnobrązowe? Teraz jakby trochę zzieleniały. 
    - Tak, nic mi nie jest. - odparła szybko. Dłoń, którą zacisnęła na poręczy balustrady szybko rozluźniła i wsadziła do kieszeni. - Przepraszam, że na ciebie wpadłam. 
    - Spoko - chłopak uśmiechnął się. W jego policzkach zrobiły się dwa, słodkie dołeczki. Charlie była pewna, że wie jak tym uśmiechem rzucać dziewczyny na kolana. Robił to cholernie dobrze. - Nie ty pierwsza padasz na mój widok.
    - Nawet nie wiem jak masz na imię - szepnęła bardziej do siebie, niż do niego, kiedy przechodził obok niej. Wydało jej się, że zachichotał, ale czy to było możliwe? Czy chłopcy chichotali
    - Do zobaczenia, Woodrow - pomachał jej na pożegnanie, po czym odwrócił się i szybkim krokiem odszedł w zupełnie przeciwnym kierunku.
    Mam zły nawyk wpadania na facetów, których powinnam omijać, pomyślała idąc do Sali Więziennej. Powinnam omijać nauczycieli, którzy chcą na mnie wpadać... ta myśl wpadła jej do głowy, gdy tylko ujrzała profesor Handall siedzącą za swoim biurkiem.

*

    Emily mówiła poważnie, Charlie zaśmiała się pod nosem, kiedy wychodząc ze szkoły zobaczyła przyjaciółkę pakującą jej rower do swojego samochodu. Udało jej się, więc z radością zaklaskała w ręce, a gdy tylko zobaczyła Charlie przywołała ją gestem ręki. 
    - Jedziemy? 
    - Zabierz mnie stąd jak najszybciej - szepnęła Charlie z udawanym przerażeniem. Emily zaśmiała się. Obydwie wsiadły do samochodu i już po chwili znajdowały się pod domem blondynki. - Gotowa? - spytała, gdy stały pod drzwiami frontowymi. Charlie już z podwórka słyszała dźwięki wydobywające się z małej sypialni na piętrze. All the small things, Blink 182. Chłopak może był złamasem, ale słuchał dobrej muzyki. 
    - Może powinnam zapytać o to ciebie? 
    - Wiesz, że sobie z nim poradzę. Niech tylko spróbuje coś powiedzieć...
    Weszły do środka. Charlie wcale się nie denerwowała. Miała do czynienia z różnymi ludźmi i z każdym typem człowieka świetnie potrafiła sobie poradzić. Chyba, że był to Michael Clifford. On zawsze wywoływał u niej emocje, których nie mogła kontrolować. 
    - Rozłożymy się z książkami w salonie, dobrze? - spytała Emily, próbując przekrzyczeć muzykę.
    - Masz zamiar uczyć się w takim hałasie? - spytała Charlie, przybierając waleczną postawę - Zaraz wracam. 
    Mimo protestów przyjaciółki wbiegła schodami na piętro, dopadając do odpowiednich drzwi, bez pukania wpadła do środka. Rozłożony na łóżku leżał wysoki blondyn. Miał na sobie jedynie luźne spodnie, a na gołej klatce piersiowej leżała elektryczna gitara. Miał zamknięte oczy i śpiewał razem z wokalistą, więc nawet nie zauważył dziewczyny, która nagle wparowała do jego pokoju.
    Dopiero gdy jej palce znalazły przełącznik w wieży stereo i wcisnęły go, a w pokoju zapanowała cisza, przerwana jedynie głosem chłopaka, gwałtownie otworzył oczy, po czym podniósł się do pozycji siedzącej i rzucił Charlie wrogie spojrzenie. 
    - Wiem, że to najlepszy moment, ale będziemy się z Ems uczyć na dole, a to - wskazała kciukiem na sprzęt grający - nam przeszkadza. 
    Nie czekając na odpowiedź, ruszyła w stronę drzwi. Gdy jej dłoń znalazła się na klamce, po pokoju rozszedł się melodyjny głos chłopaka. 
    - Wydoroślałaś, Charlie. Masz fajny tyłek. 
    Charlie odwróciła się z przemiłym uśmiechem na ustach, dłoń wciąż zaciskając na klamce drzwi. 
    - Ty natomiast - gestem ręki wskazała na jego nagi tors - wyglądasz tak samo, jak dziewięć lat temu, Luke.
    Tym razem chłopak zastygł z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Szeroko otworzył usta, ale nic nie powiedział. Patrzył jak Charlie wychodzi z pokoju, zamykając za sobą drzwi. 

~*~

Mam wrażenie, że wcale wam się to nie podoba, ale piszę... bo lubię pisać :) 
Jeśli czytasz - proszę - skomentuj. Dla autora (czyt. mnie) to naprawdę dużo znaczy.
Dzisiejszy rozdział dedykuję Zuzi W. :) Pozdrowionka kochana! <3

czwartek, 9 października 2014

Rozdział IV "Walka"

     Tego wieczora Michael bardzo długo i boleśnie trzeźwiał. Ręce zaczęły mu się trząść i pocić chwilę po pierwszej w nocy. Potem nadeszło przyśpieszone bicie serca, niegroźne lecz nieprzyjemne uczucie pobudzenia, a na samym końcu zawsze przychodziło najgorsze. Mike chował się wtedy do szafy, albo właził pod łóżko. Nie mógł pozbyć się tego irracjonalnego strachu, że ktoś go obserwuje. Patrzy na niego z ukrycia i tylko czeka na chwilę jego nieuwagi, żeby wyciągnąć nóż.
     Zazwyczaj w tym momencie zwyczajnie zasypiał albo mdlał. Budził się dopiero nad ranem, mocno zmarznięty i rozdygotany. Wypijał kubek mocnej kawy, która jako jedyna mogła pomóc mu przetrwać pierwsze godziny trzeźwości. Potem było już coraz łatwiej, póki nie odzywał się głód... ale nie taki, który mógł zaspokoić kanapką albo porcją frytek. W najgorszych momentach mógłby zabić, gdyby ktoś próbował go powstrzymać.
     Cieszył się, że Charlie nigdy nie spotkała go gdy był na głodzie. Mógłby zrobić jej krzywdę, a była ostatnią osobą, którą chciałby unieszczęśliwić przez swoje uzależnienie.
     Jak on się w to wszystko wplątał? Jednego dnia był zwykłym chłopakiem, któremu ktoś zaproponował zapalenie skręta na koncercie. Spodobało mu się, uczucie nieważkości, wszystkie jego kłopoty nagle odpłynęły, a on poczuł się niesamowicie wolny. Zaczął częściej palić, ale po pewnym czasie zwykła trawka przestała mu wystarczać...
     Czemu musiał spotkać Charlie dopiero wtedy, gdy było już dla niego za późno? Ona potrafiła sprawić, że czuł się jak na haju bez żadnych narkotyków. Była cudowna. Czuła, opiekuńcza. Zawsze wydawała z siebie ten cichy dźwięk, kiedy niespodziewanie zamykał jej usta pocałunkiem. Jej drobne dłonie zaciskały się na jego koszulce, delikatnie drapiąc paznokciami skórę pod nią. Gładziła go po włosach, kiedy miał gorszy nastrój i idealnie wpasowywała się w jego ramiona, gdy leżeli na kanapie w salonie oglądając jeden z jej ulubionych seriali.
     Nie pamiętał całego zajścia, tego jak znalazł się w szpitalu. Matka powiedziała mu jedynie, że po zakończeniu roku szkolnego wysyłają go na odwyk, bo Michael musi z tym skończyć. I że to właśnie Charlie zadzwoniła po karetkę, która odwiozła go do szpitala. Nie potrzebował żadnych wskazówek. Wiedział czemu Charlie go unika. Pomyślał wtedy, że to dobrze, bo nie byłby w stanie po tym wszystkim spojrzeć jej w oczy. Co musiała przeżyć, jak mocno się bać, kiedy znalazła go nieprzytomnego w swoim pokoju?
     Był na odwyku prawie całe dwa miesiące, podczas których udało mu się nie ćpać. Ci cholerni lekarze i pielęgniarki pilnowali go na każdym kroku. Nie mógł nawet w spokoju wejść do łazienki bez nadzoru i przeszukania. Te pieprzone sesje grupowe doprowadzały go do szału.
     "Cześć, jestem Michael i mam ochotę na trochę kokainy." Oto co miał ochotę powiedzieć, kiedy pytali się go, by powiedział coś o sobie.
     Gdy tylko wyszedł, od razu odnowił kontakt z kolesiem, który sprzedawał mu towar. Walczył ze sobą całą noc i cały następny dzień. Udało mu się tak przetrwać pierwszy tydzień szkoły. A potem gdzieś w tłumie zobaczył Charlie, jak się śmieje z przyjaciółmi, którzy kiedyś byli także jego przyjaciółmi. Gdy lekcje się skończyły, zamknął się w jednej z kabin w męskiej ubikacji i wyciągnął z kieszeni torebeczkę z białym proszkiem.
     Jego ręce drżały z podniecenia. Dwa miesiące abstynencji. Tyle musiał poświęcić, by i tak naćpać się w szkolnym kiblu zaraz po powrocie do domu.
     Już nigdy z tego nie wyjdzie.
     Nigdy mu się nie uda.
     Charlie nie przyjmie go z powrotem....

*

     Spotkały się z Emily przed głównym wejściem. Charlie była blada i miała fioletowe cienie pod oczami z niewyspania. Ciągle odtwarzała w myślach spotkanie z Michaelem. Mimo haju na jakim się znajdował, ciągle patrzył na nią tym wzrokiem. Wzrokiem pełnym miłości w jasnozielonych oczach.
     Emily również nie wyglądała na wypoczętą.
     - Musimy pogadać - zaczęła, łapiąc Charlie za łokieć i ciągnąc ustronne miejsce przy ich szafkach. - Mam złe wieści?
     - Jesteś w ciąży? - rzuciła obojętnym tonem Charlie, zaczesując brązowe włosy w kucyk na czubku głowy. Przeniosła ciężar ciała z jednej stopy na drugą. Czuła się nieswojo w spodniach bez żadnej dziury i bardzo dziewczęcej koszulce z napisem "You're my favourite homie". Wszystkie jej t-shitry z zespołami były aktualnie w praniu, a wytarte dżinsy zniknęły z podłogi w pokoju. Nie chciała pytać się matki co się z nimi stało, więc po protu założyła inne spodnie.
     - Nie - odparła szorstko Emily. Również związała włosy gumką, którą nosiła na nadgarstku. - Chciałam opowiedzieć ci o wczorajszym obiedzie...
     - Zupełnie zapomniałam - Charlie nagle zrobiło się głupio. Była tak zaaferowana swoimi problemami, że całkowicie zapomniała o tragicznym obiedzie w domu Emily. - Więc czego chciał kuzyneczek?
     - Przenosi się - szepnęła blondynka, rozglądając się na boki, jakby chciała się upewnić, że nikt ich nie podsłuchuje - tutaj, Charlie. Do naszej szkoły.
    Charlie otworzyła usta ze zdziwienia. Emily pokiwała głową z przerażeniem w oczach. Nigdy nie lubiła swojego kuzyna, ale teraz, kiedy miał zacząć chodzić z nią do jednej szkoły... to jakby... tornado nawiedziło ich miasto... to było gorsze od ciąży, o którą podejrzewała ją Charlie.
     - To jeszcze nie koniec - Emily przeczesała dłonią swoją blond grzywę. - Więc on... powiedział, że mocno pokłócił się z rodzicami o to, że zbyt dużo czasu spędza grając na gitarze, a za mało czasu na szkołę. Zaczął uciekać z lekcji i opuszczać się w nauce. Wujek wyrzucił go z domu.
     - Czy to legalne? On ma szesnaście lat - Charlie czuła, że wie, do czego zmierza jej przyjaciółka - Chcesz powiedzieć, że twój kuzyn...
     - Zamieszka ze mną, Chaz, moja mama go przyjęła.

*

     Michael leżał skulony na swoim łóżku. Co chwila przechodziły go bolesne dreszcze. Całe jego ciało drżało, było mu duszno, nie mógł złapać oddechu. Najgorsze w tym wszystkim było to, że domowe zapasy się skończyły, a dealer nie odbierał. Skąd miał wziąć teraz działkę, żeby ukoić swoje zszargane nerwy?
     Mięśnie jego ramion kurczyły się i rozluźniały na zmianę. Głosy w jego głowie wrzeszczały. Michael bezgłośnie wołał o pomoc. O Boże, o Boże... co ja najlepszego zrobiłem...? Boże...
     Widział minę matki, gdy weszła do pokoju, chcąc zawołać go na kolacje. Dokładnie widziała w jakim stanie znajduje się jej syn. Cały drżał, jego dłonie zaciskały się mocno na ramie łóżka, a przerażony wzrok błądził po całym pokoju, jakby ścigał jakiś niewidzialny dla innych przedmiot. Widziała, mimo to wyszła. Trzasnęła drzwiami, ale Mike nie miał jej tego za złe. Siedziała teraz zapewne w kuchni i płakała, ubolewając nad losem swojego syna. Mogła zastanawiać się dlaczego wszystko się tak potoczyło. Czy była to wina jej nieuwagi? Może Mike potrzebował silnej, ojcowskiej ręki, której nigdy nie otrzymał. Bo Daryl Clifford był zbyt zajęty robieniem wielkiej kariery i zarabianiem pieniędzy. Może myślała o zupełnie innych rzeczach, ale Michael nie mógł w tej chwili skupić się na cierpiącej przez niego matce.
     Przez jego ciało przechodziły silne wstrząsy. Jakby ktoś dotykał jego skórę rozgrzanym do czerwoności kawałkiem metalu. Dziwił się, że jego rąk nie pokrywają blizny po oparzeniach... 
     Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że płakał. Słone łzy spływały po jego policzkach, zostawiając po sobie mokre ślady. Był wyczerpany do granic możliwości. Nie mógł poruszyć nawet palcem. 
     Zasnął, myśląc o radosnym uśmiechu Charlie.

*

Trochę krótki i trochę za dużo o Michaelu (ale tego akurat chyba nikt nie ma mi za złe :D). Piszcie proszę, czy wam się podobało :) 
Buziaczki ;*

środa, 8 października 2014

Rozdział III "Niespodziewane spotkanie"

     Emily miała siedem lat, kiedy ojciec uklęknął przed nią i wyjaśnił dlaczego tak nagle się wyprowadza. Nie układało mu się z mamusią i musiał w spokoju wszystko przemyśleć. Emily była bardzo mądrą dziewczynką, więc pokiwała ze zrozumieniem głową, zarzucając swoje malutkie rączki za ojcowską szyję. Mocno go przytuliła, a on powiedział, czując jak wątłym ciałkiem jego córki rzucają spazmy:
     - To nie twoja wina, Ems - czuł jak łzy dziewczynki wsiąkają w jego koszulę - dalej będziemy się widywać.
     - Obiecujesz? - spytała, lekko odsuwając się od ojca, by spojrzeć mu w oczy. 
     - Oczywiście, czy kiedykolwiek cię okłamałem? 
     Mała Emily uśmiechnęła się, mimo łez spływających jej po zaczerwienionych policzkach. 
     Wyszedł z domu, a potem nigdy więcej się w nim nie pojawił. Nie napisał, nie zadzwonił. Zniknął bez śladu i mniej bolesne było myślenie, że umarł, że ktoś go zamordował, niż że po prostu ją porzucił. 
     Emily nie wiedziała dlaczego akurat rozkładając sztućce na stole, pomyślała o tej chwili. Zwykle zamykała ją w najgłębszych zakamarkach swojej pamięci, tak, by nigdy się stamtąd nie uwolniła. Po tym jak on odszedł, stała się bardziej odporna na wszelkie zranienia. Kłótnie z Perry'm potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, ale nigdy nie uroniła przez niego ani jednej łzy. Żaden mężczyzna nie był wart jej łez.
     To matka, która nie załamała się zostając sama z dorastającą córką, pokazała Emily jak twarda może być kobieta. Nigdy nie powinna szukać wsparcia u mężczyzn, tylko dumnie kroczyć przed siebie, stawiać czoła wszystkim przeciwnościom. Emily chciała być taka jak Kate, ale za bardzo kochała Perry'ego, by nie móc na nim polegać. On liczył na nią bardzo często i wiedziała, że też może na nim polegać. Nie był tylko jej chłopakiem - był jej przyjacielem
     Powinna zaprosić go na ten cholerny obiad. Co prawda Charlie lepiej poradziłaby sobie z pyskującym kuzynem Emily, bo Perry był po prostu za miękki w takich sprawach. Tyle, że Charlie siedziała za karę, pilnowana przez tą przerażającą historyczkę...
     Jej serce wykonało gwałtowny obrót w piersi, kiedy ktoś wcisnął dzwonek po zewnętrznej stronie drzwi. 
     Już przyszedł...


*

     - Do jutra, Woodrow - profesor Handall uśmiechnęła się do niej szyderczo. Charlie wyjęczała coś pod nosem, po czym zgarnęła z biurka swoją komórkę i wybiegła z sali. Śmierdziało tam wędzoną rybą, z którą zapewne Handall jadła kanapkę, a wszystkie okna były zamknięte. To były dwie najgorsze godziny jej życia, podczas których nieustannie walczyła z mdłościami. Ostatecznie wygrała, bo udało jej się zachować przetrawione resztki drugiego śniadania w swoim miejscu. 
     Może jednak trzeba było trzymać dziób na kłódkę i nie dać sprowokować się Tesswickowi? 
     Była już prawie na parterze, pokonywała w zamyśleniu ostatnie schody, gdy nagle na jej drodze wyrosła ściana. Potężna i wysoka. Charlie zachwiała się, czując jak jej czoło pulsuje nieprzyjemnym bólem. Kto do cholery i kiedy postawił tu ścianę? 
     Nim zdążyła otworzyć oczy do jej uszu dotarł głośny śmiech. Jej plecy przeszły ciarki. Zacisnęła dłonie w pięści, powoli otwierając oczy. Stał przed nią chłopak. Jego włosy koloru czerwonego, sterczały w każdą możliwą stronę. 
     - Dzień dobry, Charlotte - nim zdążyła odpowiedzieć, poczuła jak silne ręce chłopaka zaciskają się na jej biodrach, mocno przyciskając do rzędu szafek. Po opustoszałym korytarzu rozległ się głośny huk. - Tęskniłaś? - wymruczał prosto do jej ucha. Jego usta znalazły się na jej szyi, dłonie posuwały się coraz wyżej, aż w końcu...
     Ciszę przerwał nieprzyjemny dźwięk uderzenia. Charlie stała mocno zarumieniona, a jej dłoń ciągle wisiała w powietrzu, kiedy chłopak był zbyt zszokowany, by się poruszyć. Na jego policzku widniało idealne odbicie palców Charlie. 
     - Pierdol się - rzuciła cicho, po czym odwróciła się i biegiem udała w stronę wyjścia. 
     - No dalej, Caroline! - krzyknął za nią chłopak, który najwidoczniej odzyskał mowę - Przekażę Calumowi pozdrowienia od ciebie! 
     W odpowiedzi zobaczył tylko środkowy palec Charlie.


*

     - Pierdolisz?! - Emily szeroko otworzyła oczy. Przyłożyła dłonie do ust w wyrazie największego zaskoczenia. Charlie wbiegła do jej domu niedługo po tym, jak opuścił go jej brat. Nic nie mówiąc weszła na górne piętro, a całym domem wstrząsnął huk zatrzaskiwanych drzwi. Emily natychmiast porzuciła wycieranie talerzy, rzuciła matce przepraszające spojrzenie, udając się za przyjaciółką.
     Zastała Charlie skuloną w nogach łóżka na podłodze. Nie płakała, ale Emily widziała, że była bliska łez. Szybko znalazła się obok niej, kładąc dłonie na jej drżących ramionach. Spodziewała się czegoś w stylu:
     - Ems, zabiłam Tesswicka, co zrobić z ciałem?
     Ale zamiast tego Charlie przeniosła spojrzenie swoich pistacjowych oczu na blondynkę i ledwo dosłyszalnym szeptem oznajmiła:
     - Michael Clifford mnie obmacywał.
     Nic dziwnego, że Emily zareagowała właśnie w ten sposób. Nie była osobą, która używała przekleństw jako przecinków. Prawdę mówiąc w ogóle z nich nie korzystała, dlatego była zszokowana swoją reakcją na nowiny przyjaciółki.
     - Nie - odparła Charlie, przeczesując ręką swoje krótkie, brązowe włosy. Dopiero, gdy zaczęła rozluźniać się w pokoju Emily jej mięśnie zaczęły boleśnie dawać o sobie znać. Gdy wybiegła ze szkoły od razu chciała wskoczyć na rower, niestety, przypomniała sobie, że jej ukochany Kross stoi na podwórku przyjaciółki, gdzie zostawiła go tego ranka. Drogę do domu Emily pokonała biegiem, nie zwalniając ani na chwilę. Wpadała na przechodniów i przebiegała na czerwonym świetle. Raz o mało nie rzuciła się pod samochód, ale adrenalina płynąca w jej żyłach pozwoliła na nadwyrężający wysiłek i opanowanie w sytuacji zagrożenia życia, więc Charlie zdążyła odskoczyć w ostatnim momencie.
     - Przecież on... wy... ja nic nie rozumiem...
     Michael Clifford był chłopakiem z tego samego rocznika, którego Charlie poznała na koncercie lokalnego zespołu. Dobrze się razem bawili i jeszcze lepiej dogadywali. Charlie była zdziwiona, gdy dowiedziała się, że chodzą do tej samej szkoły w Sydney. Jak mogła nigdy nie zauważyć Michaela? Nie chodziło tylko o kolor jego włosów (wówczas różowy). Mike był przystojny, zwłaszcza, gdy lekki zarost pokrywał jego twarz. Uśmiechał się zawadiacko, za każdym razem przyśpieszając tym bicie serca Charlie, ale...
     Coś nie wyszło, nie zaskoczyło. Wszystko zmieniło się w tym jednym momencie, kiedy Charlie odwiedziła go w domu i...
     Potem już unikali się jak tylko mogli i Charlie nie rozmawiała z nim przez całe wakacje. Teraz Michael chodził do trzeciej klasy i miał poważnie zająć się nauką. Charlie pomyślała, że może wydoroślał i zmienił nastawienie przez letnią przerwę. Ale jak widać, nic się nie zmieniło...
     - Zerwaliśmy, tak - westchnęła Charlie. - Dlatego ja też nie rozumiem. Nie widziałam go całe trzy miesiące, Ems, myślałam, że... 
     Charlie podskoczyła gwałtownie, gdy telefon w tylnej kieszeni jej wytartych spodni zawibrował. Po odczytaniu wiadomości podniosła się i wychodząc z pokoju, rzuciła przez ramię w stronę zdezorientowanej Emily:
     - Pogadamy jutro, dobrze? 


*

     Dotarcie do pobliskiego placu zabaw nie zajęło jej dużo czasu. Było już po godzinie 19, więc podwórko było prawie całkowicie puste. Charlie usiadła na jednej z ławek, kładąc szkolną torbę obok siebie. Z daleka widziała zbliżającego się chłopaka. Jej serce wykonało w piersi pełny obrót. Nie była pewna czemu tak zareagowała. Łatwiejsze było wmawianie sobie, że to z nienawiści. 
    Chłopak usiadł obok niej, kładąc swój plecak między nogami na ziemi. 
     - Przepraszam - odezwał się, przerywając panującą między nimi ciszę.
     - Byłeś naćpany? - słowa ledwo opuściły jej usta. Patrzyła się przed siebie, czując jak do oczu napływają jej łzy bezradności. 
     - Dalej trochę jestem - przyznał - To był wyjątkowy mocny towar...
     - Nie chcę tego słuchać, Mike - przerwała mu, gwałtownie się podnosząc - Jeśli przyszedłeś tu tylko po to, żeby opowiadać mi o swoim obrzydliwym nałogu, jesteś paskudnie bezczelny. Dobrze wiesz... - nie mogła skończyć zdania, bo wielka gula wyrosła w jej gardle. Czemu ten chłopak wywoływał w niej tak skrajne emocje?
     - Przyszedłem cię przeprosić - powiedział szybko. Również podniósł się z ławki. Charlie nie wiedziała kiedy znalazła się w jego ramionach. Mimo silnego zagryzania dolnej wargi, łzy i tak spłynęły po jej policzkach. - I powiedzieć, że za tobą tęskniłem...
     - Póki nie skończysz z... tym... Mike, nie masz czego u mnie szukać - delikatnie lecz stanowczo odsunęła go od siebie. Chłopak patrzył na nią jasnymi oczami z mocno rozszerzonymi źrenicami. Jego wzrok nie mógł ustać na jednym punkcie jej twarzy dłużej niż ułamek sekundy. 
     Nie powiedziała już nic więcej. Zgarnęła torbę z ławki i odeszła, nie odwracając się do chłopaka. 
     Już nigdy miała nie zapomnieć widoku, kiedy przekroczyła próg jego pokoju na piętrze. Nie zapomni jego ramienia ściśniętego paskiem i strzykawki w dłoni. Nie zapomni też jazdy karetką do szpitala, po któą zadzwoniła, gdy przestał oddychać na jej rękach...


~*~

Heeej, witam was serdecznie. Widzę, że kilka osób weszło na mojego bloga, dlatego byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyście zostawili po sobie chociażby mały, krótki komentarz ze swoją opinią na temat opowiadania. To dla mnie naprawdę wiele znaczy, chciałabym wiedzieć czy ktoś jednak to czyta i mu się podoba :) 
Całuski i do następnego rozdziału <3

niedziela, 5 października 2014

Rozdział II "Czerwony Alarm"

     Drzwi do pokoju Charlie były otwarte i dziewczyna dopiero po kilku dłuższych chwilach od przebudzenia zdała sobie sprawę, że ktoś jest w środku. Gwałtownie uniosła się do pozycji siedzącej, od razu tego żałując. Jej oczy zaszły czarną mgłą, a głowa zakołysała się niebezpiecznie. Charlie odetchnęła głęboko, zrzucając z siebie kołdrę. Skutki zbyt szybkiego wstania już mijały. Dopiero gdy postawiła bose stopy na panelach, poczuła jak coś mokrego dotyka jej prawej kostki, a potem gryzie ją delikatnie i ucieka, szczekając. 
     - Cholerny kundel! - Charlie zaklęła głośno, bo choć ugryzienie wcale nie było poważne i Danny często ją w ten sposób rozbudzał, to dzisiaj jej kostkę przeszył wyjątkowy ból. Masując nogę zauważyła odciśnięte na skórze ślady zębów psa. - Utłukę go jak... 
     Przerwał jej głośny huk dochodzący z kuchni. Natychmiast zerwała się na równe nogi, wybiegając z pokoju. Przeskakiwała po kilka stopni na raz, gdy schodziła po schodach. Dopiero gdy jej stopy dotknęły zimnych kafelek kuchni, wypuściła powietrze z płuc. Patrzyła wzrokiem pełnym pogardy jak jej matka zbiera resztki kubka z podłogi i drżącymi dłońmi wyciera kawę z posadzki. Minęło kilka sekund zanim powoli odkręciła głowę w stronę córki, czując jej oskarżycielskie spojrzenie na swoich dłoniach. 
     Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy Charlie po prostu odkręciła się na pięcie i opuściła pomieszczenie. Do uszu Amy Woodrow dotarły ciężkie kroki córki stawiane na stopniach schodów. Chwilę później rozległ się trzask zamykanych drzwi na piętrze, a całym domem wstrząsnęły pierwsze nuty jakiejś kolejnej metalowej piosenki. Amy westchnęła głęboko, czując jak pod zamkniętymi powiekami zbierają jej się łzy. Czy było możliwe, żeby matka i córka tak bardzo się od siebie odsunęły w tak krótkim czasie? 
     Charlie również zadawała sobie te pytanie, leżąc zwinięta w kłębek na swoim łóżku. Czuła jak wszystkie jej wnętrzności drżą razem z basowymi dźwiękami wydobywającymi się z głośników. Miała ochotę nawrzeszczeć na matkę i powiedzieć jej, jak bardzo nią gardzi, ale wtedy okazałaby jej jakieś uczucia. Pokazałaby, że zależy jej na matce. Wiedziała, że obojętnością mocniej zrani Amy. Nie odzywała się do niej już od ponad roku i wcale nie zamierzała tego przerywać. Nie, póki matka nie zgarnie do kupy swojego życia. Charlie nie będzie jej wyręczać. 
     Gdy zadzwonił jej telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Emily, Charlie wyłączyła muzykę, przesuwając jednocześnie palcem wzdłuż ekranu komórki. 
     - Chaz, czerwony alarm, bądź u mnie za dziesięć minut - mruknęła blondynka do telefonu po czym rozłączyła się nie czekając na odpowiedź. 
     Charlie drugi raz tego ranka zerwała się z łóżka. Włożyła na siebie pierwsze rzeczy, które wpadły jej w ręce, z podłogi porwała torbę i wybiegła z pokoju. Kątem oka widziała jak matka siedzi w kuchni przy stole nad nowym kubkiem kawy. Wyglądała okropnie. Miała wielkie sińce pod oczami, bladą skórę i przekrwione oczy. Trwało to tylko sekundę, po czym Charlie odwróciła wzrok. Wsunęła na nogi czerwone conversy i wyleciała z domu niczym rakieta. 

*

    Dojechanie do domu przyjaciółki zajęło jej mniej czasu niż normalnie, z powodu całego tego pośpiechu. Postawiła rower pod drzwiami wejściowymi i nie bawiąc się w żadne pukanie, wkroczyła do środka. Od razu uderzył ją zapach mocnej kawy i czegoś jeszcze... naleśników. 
W kuchni matka Emily - Kate, stała przy patelni, kołysząc biodrami do piosenki lecącej w radiu. Na stołku barowym po drugiej stronie wyspy siedziała Emily. Jej błyszczące włosy były potargane. Wyglądała na bardzo zmęczoną i niezadowoloną. 
     - Dzień dobry, Kate - rzuciła Charlie wchodząc do środka. Kobieta odpowiedziała jej szerokim uśmiechem. 
     - Masz może ochotę na naleśnika, Charlie? - spytała, mimo że już postawiła przed nią talerz - Zostało sporo, ktoś tu najwyraźniej nie jest w nastroju do jedzenia...
     - Mamo - warknęła Emily przez zaciśnięte zęby. Charlie dawno nie widziała jej tak zdenerwowanej. Coś złego musiało się stać. Oby tylko nie chodziło o Perry'ego. Kochała Emily jak własną siostrę, ale kiedy ona i Perry pokłócili się ostatnim razem, Charlie przez kilka dni godzinami wysłuchiwała narzekań przyjaciółki. Po pewnym czasie krzywiła się za każdym razem gdy usłyszała "Ten Perry to...". Charlie nie miała ochoty tego powtarzać... nie teraz... 
     - Jestem okropną matką - westchnęła Kate - Wstaję godzinę wcześniej, żeby przyszykować ci śniadanie, potem budzę cię i odprawiam do szkoły. Tankuję samochód...
     Charlie zaśmiała się cicho z delikatnego sarkazmu matki Emily. Kate była świetną matką, Charlie nie mogłaby wymarzyć sobie lepszej. Dlatego tak bardzo kochała tu przychodzić. Kate i Emily mieszkały same w małym domku kilka przecznic dalej od Charlie. Panował tu niesamowity nastrój, ciepła, miłości i akceptacji. Charlie rozluźniała się, przebywając tu, ale skręcały się w niej wnętrzności na myśl o powrocie do domu. Nigdy nie wiedziała czego może się spodziewać. 
     - Jesz to, czy możemy już iść? - syknęła Emily, rzucając Charlie ostre spojrzenie. Dziewczyna westchnęła ciężko. Dzisiejszy poranek był bardzo zwariowany, nie zdążyła nic zjeść i teraz żołądek zaciskał jej się w supełek. Złożyła naleśnik w powietrzu, wstając z miejsca. 
     - Możemy iść - powiedziała przez pełne usta. Na twarzy Emily pojawił się jakby cień uśmiechu. Blondynka sięgnęła po kluczyki leżące na blacie. - Na razie, Kate!
     - Pa, Charlie! - odkrzyknęła kobieta, machając dziewczynom wolną ręką. 
     - Z tą kobietą nie da się wytrzymać... - jęknęła Emily, kiedy już siedziały w środku jej auta. Charlie chciała coś powiedzieć, bo poczuła jak od słów przyjaciółki robi jej się gorąco, ale zamknęła usta i przez całą drogę do szkoły milczała.

*

     - Co to za czerwony alarm? - spytała w końcu, kiedy wychodziły z sali od języka angielskiego. Charlie miała teraz dwie godziny chemii, a Emily godzinę wf-u, więc zaraz miały się rozdzielić. W samochodzie Emily nie odezwała się ani słowem, chociaż przez telefon brzmiała na naprawdę przerażoną i teraz Charlie zaczęła się zastanawiać czy było to coś na tyle ważnego by wybiegać z domu bez śniadania i w pogniecionych ubraniach. 
     - Kojarzysz może mojego kuzyna? Tego dziwnego blondyna...?
     - Tego, który w wieku ośmiu lat wylał mi kubeł zimnej wody na głowę? - Tak. Jak mogłabym zapomnieć? 
     - Tak tego - odparła Emily - w każdym razie, mama powiedziała mi, że wpada do nas z wizytą na obiad. Ma podobno jakąś sprawę do obgadania. Nie wiem o co chodzi, ale mam złe przeczucia. 
     - Może potrzebuje pożyczyć kasy? Albo chce zaprosić was na swój ślub?
     - On jest rok młodszy od nas, Chaz - mruknęła Emily. - To na pewno coś grubszego... w każdym razie. Chciałabym przesiedzieć ten czas u ciebie. Mam nadzieję, że to nie problem? Powiem mamie, że mamy jakiś projekt do zrobienia, wiesz... 
     - Bardzo bym chciała ci pomóc, Ems - powiedziała Charlie - Ale mam karę, zapomniałaś? Będziesz już po całym tym tragicznym obiedzie, kiedy ja dopiero wyjdę ze szkoły. 
     Emily jęknęła głośno. W tym momencie podszedł do nich Perry, obejmując swoją dziewczynę od tyłu. 
     - Przykro mi - rzuciła krótko Charlie - Na razie, Perry. 
     Weszła po schodach na piętro, gdzie znajdowała się sala chemiczna, zostawiając za sobą milczącą dwójkę. Miała wyrzuty sumienia, czując małą radość z sytuacji w jakiej postawiła Emily, wciąż pamiętając jej wcześniejszy komentarz o Kate. Ale poczucie winy zniknęło tak szybko jak się pojawiło.

sobota, 4 października 2014

Rozdział I "Odsiadka"


Był ciepły, słoneczny dzień, ale nic nie mogło poprawić nastroju Charlie - był również poniedziałek. Początek nowego tygodnia w szkole i dziewczyna już teraz wiedziała, że nie będzie on najlepszy. Siedząc na szkolnym dziedzińcu, czerpiąc razem ze swoją przyjaciółką Emily jak najwięcej promieni słońca, miała dziwne przeczucia co do nadchodzącego dnia. Co prawda skończyła referat na angielski i profesor Tesswick nie mógł się do niej znów przyczepić (a robił to notorycznie). Danny - pies Charlie również wykazał się bardzo wyrozumiały i nie porwał zębiskami ukończonej pracy domowej z biurka swojej pani, tak jak ostatnim razem, ani też nie obsikał jej zeszytów leżących na podłodze w salonie. Naprawdę, Charlie miała czasami wrażenie, że Danny jej po prostu nienawidzi, choć była jedyną, która wyprowadzała go na dłuższe spacery. Powinien być jej wdzięczny...
Siedziały z Emily na kamiennym brzegu fontanny na dziedzińcu. Do dzwonka miały jeszcze parę ładnych minut, więc żadna z nich nie chciała zbierać się na zajęcia. Przyjemnie było tak siedzieć w ciepłym, wrześniowym słońcu, słuchać śmiechów kolegów ze szkoły i czuć kropelki zimnej wody pryskającej z fontanny na nagie ramiona. 
- Idę dzisiaj z Perry'm po szkole do niego - zaczęła nagle Emily odgarniając swoje długie włosy w kolorze słomy za ramiona. Emily była piękna i co najgorsze - zdawała sobie z tego sprawę. Jej twarz była niczym zestawienie najpiękniejszych cech znanych kobiet. Duże, jasnoniebieskie oczy, gęste, czarne rzęsy, zgrabny nosek i pełne usta w kolorze brzoskwini. Do tego wszystkiego była bardzo szczupła, ale niezbyt wysoka, sięgała Charlie do ramienia. Miała długie, proste, jasne włosy, którymi bardzo lubiła zarzucać w każdym możliwym kierunku. Czasami było to nie do wytrzymania. 
- Jakaś większa posiadówka? - spytała Charlie, nie otwierając oczu. 
- Jego rodzice wyjeżdżają na kilka dni, nareszcie będziemy sami... rozumiesz? - spojrzała na przyjaciółkę kątem oka, ale Charlie siedziała niewzruszona, widząc jedynie pomarańczowe światło spod zamkniętych powiek. 
- Rozumiem - odparła Charlie - więc nie jestem zaproszona? 
- Wybacz - Emily zachichotała cicho. - Mamy z Perry'm po siedemnaście lat, wiesz? Jesteśmy jakby wiecznie napaleni...
- Nie musisz mi tłumaczyć - przerwała jej Charlie. Blondynka zaśmiała się jeszcze głośniej. 
Perry, Emily i Charlie byli od zawsze razem. Na początku w dzieciństwie jako przyjaciele. Chodzili do jednego przedszkola i podstawówki. W gimnazjum również trafili do tej samej klasy, co wyglądało jak bardzo podejrzany zbieg okoliczności. Mimo całego dnia w szkole, spędzali razem również weekendy, siedząc w domu lub wychodząc do znajomych. Nigdy nie mięli siebie dosyć. 
Wszystko zmieniło się, gdy zaczęły rosnąć nam cycki, pomyślała Charlie.
Wtedy Perry również zaczął się dziwnie zachowywać. Zawsze wolał spędzać czas w towarzystwie Emily, często "przypadkowo" trącał ją ramieniem i ocierał się o nią w wąskich przejściach. Charlie zupełnie przestała istnieć...
Było bardziej niż wiadomo, że szybko zaczną się ze sobą umawiać. Tak też się stało i Charlie dopiero wtedy poczuła, jak to jest być piątym kołem u wozu. Perry i Emily ciągle się całowali i przytulali i po pewnym czasie Charlie po prostu powiedziała "DOŚĆ". 
Minęło sporo czasu, zanim odnowiła kontakt z pozostałą dwójką i było to jakiś rok temu. Od tamtej pory para trzymała emocje na wodzy, gdy była w towarzystwie swojej przyjaciółki i naprawdę starali się nie olewać jej zbyt często. Starali się... a Charlie to doceniała.
- Chyba powinnyśmy już iść - Emily zerknęła na swój telefon. - Zostało nam mało czasu.
Obydwie podniosły się i ruszyły w stronę głównego wejścia. Wypakowały swoje rzeczy do szafek, zabrały tylko potrzebne podręczniki po czym podeszły pod salę od języka angielskiego. Gdy rozbrzmiał dzwonek, obydwie bez słowa weszły do środka i zajęły swoje miejsca. 

*

Lekcje właśnie się skończyły, a Emily oddalała się od przyjaciółki ze zbolałym wyrazem twarzy. Gdy tylko dopadł ją Perry bezgłośnie wysłała ku Charlie przeprosiny i odwróciła się do chłopaka. 
Charlie westchnęła głęboko. Odwróciła się niechętnie, ruszając w stronę drugiego piętra, gdzie znajdowała się Sala Więzienna. Oczywiście nią nie była, ale tak nazwała ją Charlie. Często kłóciła się z profesorem Tesswickiem, była wysyłana do gabinetu dyrektora i odsyłana na odsiadkę kary w Sali Więziennej. Nigdy nie potrafiła trzymać języka za zębami - taka już była. Zwłaszcza, gdy ten stary głupek rzucał w nią obelgami na forum całej klasy i myślał, że nie będzie w stanie się obronić.
I tym razem poszło o coś zupełnie nieistotnego. Charlie miała na sobie luźną koszulkę z nadrukiem swojego ulubionego zespołu - Nirvany. Do tego obcisłe spodnie z dziurami na kolanach, podwinięte do kostek. Nie trwało długo kiedy zaczął drwić z jej ubioru. 
- Nosisz podarte spodnie, Woodrow? Nie stać cię na nowe? 
Doprawdy, ile lat miał ten koleś? Piętnaście? Bo wyglądał na co najmniej pięćdziesiąt... Był najgorszym nauczycielem w całej szkole i wszyscy się go bali. Tylko Charlie zwykła z nim dyskutować co prawie zawsze kończyło się karą od dyrektora. Czasami był to tylko jeden dzień, a czasami tydzień. 
Tym razem musiałam go naprawdę wkurwić, pomyślała Charlie. Cztery pieprzone tygodnie siedzenia po dwie godziny po zajęciach za nazwanie go "zdziadziałym kretynem"? Mogła odsiadywać karę nawet do końca roku szkolnego. Warto było zobaczyć jego minę po jej słowach. Cały się zagotował i zrobił czerwony na twarzy. Charlie przez chwilę myślała, że jest bliski wylewu, ale on tylko ledwo warknął zza zaciśniętych szczęk:
- Do dyrektora, Woodrow. 
Przekręcała nerwowo kolczyk w chrząstce ucha, wchodząc po schodach na drugie piętro. Flanelowa koszula w czerwoną kratę była obwiązana wokół jej zgrabnych bioder, poruszając się razem z nią. Nie była jedyną zbuntowaną nastolatką w szkole, ale Tesswick musiał przyczepić się akurat do niej. O co mu właściwie chodziło? 
Weszła do Sali Więziennej. Przy biurku siedziała gruba nauczycielka historii, która zwykle pilnowała uczniów odsiadujących karę. Nikt jej nie lubił, ale i ona nikogo nie lubiła, więc idealnie nadawała się na rolę klawisza. 
Charlie wymamrotała ciche "dzień dobry", po czym podała klawiszowi kartkę do podpisania. Będzie zbierać na niej podpisy historyczki przez następne cztery tygodnie. 
Odwróciła się od biurka nauczycielki by usiąść w wolnej ławce, kiedy usłyszała gruby, gardłowy głos za sobą. 
- Telefon, Woodrow. 
Charlie przeklęła bezgłośnie, po czym położyła na biurku nauczycielki swoją komórkę. Dopiero wtedy usiadła w ławce, czując, że następne dwie godziny będą najgorszymi w jej życiu.

*

- Jesteś totalnie stuknięta, Charlie. - usłyszała głos przyjaciółki w telefonie, który dopiero odzyskała. Dwie godziny kary niesamowicie jej się dłużyły. Zdążyła odrobić zadanie domowe z chemii, a potem bazgrała po zeszycie bez celu. - Porąbana. Niezrównoważona. Nie masz dość kłótni z Tesswickiem? 
- Nie. - odpowiedziała krótko - Kiedyś pożałuje, że ciągle mnie zaczepia. 
Charlie właśnie wsiadała na rower, więc szybko pożegnała się z Emily, słysząc w słuchawce mrukliwy głos Perry'ego. Przeszedł ją dreszcz, kiedy pomyślała w jakim momencie przerwała im swoim telefonem. Odepchnęła od siebie niechciane myśli, kiedy tylko ruszyła ulicą do domu. Jazda na jej ukochanym czarno-czerwonym Krossie jak zwykle przyniosła jej tyle radości i zapomnienia co zawsze. 
Muzyka ze słuchawek rozsadzała jej mózg, ale Charlie o to nie dbała. Były piosenki, których po prostu nie dało słuchać się cicho, a "where did you sleep last night" Nirvany była jedną z nich. 
Podjechała do domu w świetnym nastroju, ale został on zburzony w natychmiastowym tempie, gdy tylko zobaczyła zataczającą się kobietę przy frontowych drzwiach, próbującą trafić kluczem do dziurki. 
Charlie odrzuciła swój rower i natychmiast podbiegła w jej kierunku.

~*~

Cóż, to mój pierwszy rozdział - krótki - wiem, ale czekam na jakieś opinie i mam nadzieję, że wam się podobał. Stop... mam nadzieję, że ktokolwiek go przeczytał :D Jeśli tak, to proszę was bardzo o oceny i ewentualnie jakieś rady odnośnie pisania :) 
Pozdrawiam was baaaardzo serdecznie.