- To nie twoja wina, Ems - czuł jak łzy dziewczynki wsiąkają w jego koszulę - dalej będziemy się widywać.
- Obiecujesz? - spytała, lekko odsuwając się od ojca, by spojrzeć mu w oczy.
- Oczywiście, czy kiedykolwiek cię okłamałem?
Mała Emily uśmiechnęła się, mimo łez spływających jej po zaczerwienionych policzkach.
Wyszedł z domu, a potem nigdy więcej się w nim nie pojawił. Nie napisał, nie zadzwonił. Zniknął bez śladu i mniej bolesne było myślenie, że umarł, że ktoś go zamordował, niż że po prostu ją porzucił.
Emily nie wiedziała dlaczego akurat rozkładając sztućce na stole, pomyślała o tej chwili. Zwykle zamykała ją w najgłębszych zakamarkach swojej pamięci, tak, by nigdy się stamtąd nie uwolniła. Po tym jak on odszedł, stała się bardziej odporna na wszelkie zranienia. Kłótnie z Perry'm potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, ale nigdy nie uroniła przez niego ani jednej łzy. Żaden mężczyzna nie był wart jej łez.
To matka, która nie załamała się zostając sama z dorastającą córką, pokazała Emily jak twarda może być kobieta. Nigdy nie powinna szukać wsparcia u mężczyzn, tylko dumnie kroczyć przed siebie, stawiać czoła wszystkim przeciwnościom. Emily chciała być taka jak Kate, ale za bardzo kochała Perry'ego, by nie móc na nim polegać. On liczył na nią bardzo często i wiedziała, że też może na nim polegać. Nie był tylko jej chłopakiem - był jej przyjacielem.
Powinna zaprosić go na ten cholerny obiad. Co prawda Charlie lepiej poradziłaby sobie z pyskującym kuzynem Emily, bo Perry był po prostu za miękki w takich sprawach. Tyle, że Charlie siedziała za karę, pilnowana przez tą przerażającą historyczkę...
Jej serce wykonało gwałtowny obrót w piersi, kiedy ktoś wcisnął dzwonek po zewnętrznej stronie drzwi.
Już przyszedł...
*
- Do jutra, Woodrow - profesor Handall uśmiechnęła się do niej szyderczo. Charlie wyjęczała coś pod nosem, po czym zgarnęła z biurka swoją komórkę i wybiegła z sali. Śmierdziało tam wędzoną rybą, z którą zapewne Handall jadła kanapkę, a wszystkie okna były zamknięte. To były dwie najgorsze godziny jej życia, podczas których nieustannie walczyła z mdłościami. Ostatecznie wygrała, bo udało jej się zachować przetrawione resztki drugiego śniadania w swoim miejscu.
Może jednak trzeba było trzymać dziób na kłódkę i nie dać sprowokować się Tesswickowi?
Była już prawie na parterze, pokonywała w zamyśleniu ostatnie schody, gdy nagle na jej drodze wyrosła ściana. Potężna i wysoka. Charlie zachwiała się, czując jak jej czoło pulsuje nieprzyjemnym bólem. Kto do cholery i kiedy postawił tu ścianę?
Nim zdążyła otworzyć oczy do jej uszu dotarł głośny śmiech. Jej plecy przeszły ciarki. Zacisnęła dłonie w pięści, powoli otwierając oczy. Stał przed nią chłopak. Jego włosy koloru czerwonego, sterczały w każdą możliwą stronę.
- Dzień dobry, Charlotte - nim zdążyła odpowiedzieć, poczuła jak silne ręce chłopaka zaciskają się na jej biodrach, mocno przyciskając do rzędu szafek. Po opustoszałym korytarzu rozległ się głośny huk. - Tęskniłaś? - wymruczał prosto do jej ucha. Jego usta znalazły się na jej szyi, dłonie posuwały się coraz wyżej, aż w końcu...
Ciszę przerwał nieprzyjemny dźwięk uderzenia. Charlie stała mocno zarumieniona, a jej dłoń ciągle wisiała w powietrzu, kiedy chłopak był zbyt zszokowany, by się poruszyć. Na jego policzku widniało idealne odbicie palców Charlie.
- Pierdol się - rzuciła cicho, po czym odwróciła się i biegiem udała w stronę wyjścia.
- No dalej, Caroline! - krzyknął za nią chłopak, który najwidoczniej odzyskał mowę - Przekażę Calumowi pozdrowienia od ciebie!
W odpowiedzi zobaczył tylko środkowy palec Charlie.
*
- Pierdolisz?! - Emily szeroko otworzyła oczy. Przyłożyła dłonie do ust w wyrazie największego zaskoczenia. Charlie wbiegła do jej domu niedługo po tym, jak opuścił go jej brat. Nic nie mówiąc weszła na górne piętro, a całym domem wstrząsnął huk zatrzaskiwanych drzwi. Emily natychmiast porzuciła wycieranie talerzy, rzuciła matce przepraszające spojrzenie, udając się za przyjaciółką.
Zastała Charlie skuloną w nogach łóżka na podłodze. Nie płakała, ale Emily widziała, że była bliska łez. Szybko znalazła się obok niej, kładąc dłonie na jej drżących ramionach. Spodziewała się czegoś w stylu:
- Ems, zabiłam Tesswicka, co zrobić z ciałem?
Ale zamiast tego Charlie przeniosła spojrzenie swoich pistacjowych oczu na blondynkę i ledwo dosłyszalnym szeptem oznajmiła:
- Michael Clifford mnie obmacywał.
Nic dziwnego, że Emily zareagowała właśnie w ten sposób. Nie była osobą, która używała przekleństw jako przecinków. Prawdę mówiąc w ogóle z nich nie korzystała, dlatego była zszokowana swoją reakcją na nowiny przyjaciółki.
- Nie - odparła Charlie, przeczesując ręką swoje krótkie, brązowe włosy. Dopiero, gdy zaczęła rozluźniać się w pokoju Emily jej mięśnie zaczęły boleśnie dawać o sobie znać. Gdy wybiegła ze szkoły od razu chciała wskoczyć na rower, niestety, przypomniała sobie, że jej ukochany Kross stoi na podwórku przyjaciółki, gdzie zostawiła go tego ranka. Drogę do domu Emily pokonała biegiem, nie zwalniając ani na chwilę. Wpadała na przechodniów i przebiegała na czerwonym świetle. Raz o mało nie rzuciła się pod samochód, ale adrenalina płynąca w jej żyłach pozwoliła na nadwyrężający wysiłek i opanowanie w sytuacji zagrożenia życia, więc Charlie zdążyła odskoczyć w ostatnim momencie.
- Przecież on... wy... ja nic nie rozumiem...
Michael Clifford był chłopakiem z tego samego rocznika, którego Charlie poznała na koncercie lokalnego zespołu. Dobrze się razem bawili i jeszcze lepiej dogadywali. Charlie była zdziwiona, gdy dowiedziała się, że chodzą do tej samej szkoły w Sydney. Jak mogła nigdy nie zauważyć Michaela? Nie chodziło tylko o kolor jego włosów (wówczas różowy). Mike był przystojny, zwłaszcza, gdy lekki zarost pokrywał jego twarz. Uśmiechał się zawadiacko, za każdym razem przyśpieszając tym bicie serca Charlie, ale...
Coś nie wyszło, nie zaskoczyło. Wszystko zmieniło się w tym jednym momencie, kiedy Charlie odwiedziła go w domu i...
Potem już unikali się jak tylko mogli i Charlie nie rozmawiała z nim przez całe wakacje. Teraz Michael chodził do trzeciej klasy i miał poważnie zająć się nauką. Charlie pomyślała, że może wydoroślał i zmienił nastawienie przez letnią przerwę. Ale jak widać, nic się nie zmieniło...
- Zerwaliśmy, tak - westchnęła Charlie. - Dlatego ja też nie rozumiem. Nie widziałam go całe trzy miesiące, Ems, myślałam, że...
Charlie podskoczyła gwałtownie, gdy telefon w tylnej kieszeni jej wytartych spodni zawibrował. Po odczytaniu wiadomości podniosła się i wychodząc z pokoju, rzuciła przez ramię w stronę zdezorientowanej Emily:
- Pogadamy jutro, dobrze?
*
Dotarcie do pobliskiego placu zabaw nie zajęło jej dużo czasu. Było już po godzinie 19, więc podwórko było prawie całkowicie puste. Charlie usiadła na jednej z ławek, kładąc szkolną torbę obok siebie. Z daleka widziała zbliżającego się chłopaka. Jej serce wykonało w piersi pełny obrót. Nie była pewna czemu tak zareagowała. Łatwiejsze było wmawianie sobie, że to z nienawiści.
Chłopak usiadł obok niej, kładąc swój plecak między nogami na ziemi.
- Przepraszam - odezwał się, przerywając panującą między nimi ciszę.
- Byłeś naćpany? - słowa ledwo opuściły jej usta. Patrzyła się przed siebie, czując jak do oczu napływają jej łzy bezradności.
- Dalej trochę jestem - przyznał - To był wyjątkowy mocny towar...
- Nie chcę tego słuchać, Mike - przerwała mu, gwałtownie się podnosząc - Jeśli przyszedłeś tu tylko po to, żeby opowiadać mi o swoim obrzydliwym nałogu, jesteś paskudnie bezczelny. Dobrze wiesz... - nie mogła skończyć zdania, bo wielka gula wyrosła w jej gardle. Czemu ten chłopak wywoływał w niej tak skrajne emocje?
- Przyszedłem cię przeprosić - powiedział szybko. Również podniósł się z ławki. Charlie nie wiedziała kiedy znalazła się w jego ramionach. Mimo silnego zagryzania dolnej wargi, łzy i tak spłynęły po jej policzkach. - I powiedzieć, że za tobą tęskniłem...
- Póki nie skończysz z... tym... Mike, nie masz czego u mnie szukać - delikatnie lecz stanowczo odsunęła go od siebie. Chłopak patrzył na nią jasnymi oczami z mocno rozszerzonymi źrenicami. Jego wzrok nie mógł ustać na jednym punkcie jej twarzy dłużej niż ułamek sekundy.
Nie powiedziała już nic więcej. Zgarnęła torbę z ławki i odeszła, nie odwracając się do chłopaka.
Już nigdy miała nie zapomnieć widoku, kiedy przekroczyła próg jego pokoju na piętrze. Nie zapomni jego ramienia ściśniętego paskiem i strzykawki w dłoni. Nie zapomni też jazdy karetką do szpitala, po któą zadzwoniła, gdy przestał oddychać na jej rękach...
~*~
Heeej, witam was serdecznie. Widzę, że kilka osób weszło na mojego bloga, dlatego byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyście zostawili po sobie chociażby mały, krótki komentarz ze swoją opinią na temat opowiadania. To dla mnie naprawdę wiele znaczy, chciałabym wiedzieć czy ktoś jednak to czyta i mu się podoba :)
Całuski i do następnego rozdziału <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz