- Cholerny kundel! - Charlie zaklęła głośno, bo choć ugryzienie wcale nie było poważne i Danny często ją w ten sposób rozbudzał, to dzisiaj jej kostkę przeszył wyjątkowy ból. Masując nogę zauważyła odciśnięte na skórze ślady zębów psa. - Utłukę go jak...
Przerwał jej głośny huk dochodzący z kuchni. Natychmiast zerwała się na równe nogi, wybiegając z pokoju. Przeskakiwała po kilka stopni na raz, gdy schodziła po schodach. Dopiero gdy jej stopy dotknęły zimnych kafelek kuchni, wypuściła powietrze z płuc. Patrzyła wzrokiem pełnym pogardy jak jej matka zbiera resztki kubka z podłogi i drżącymi dłońmi wyciera kawę z posadzki. Minęło kilka sekund zanim powoli odkręciła głowę w stronę córki, czując jej oskarżycielskie spojrzenie na swoich dłoniach.
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy Charlie po prostu odkręciła się na pięcie i opuściła pomieszczenie. Do uszu Amy Woodrow dotarły ciężkie kroki córki stawiane na stopniach schodów. Chwilę później rozległ się trzask zamykanych drzwi na piętrze, a całym domem wstrząsnęły pierwsze nuty jakiejś kolejnej metalowej piosenki. Amy westchnęła głęboko, czując jak pod zamkniętymi powiekami zbierają jej się łzy. Czy było możliwe, żeby matka i córka tak bardzo się od siebie odsunęły w tak krótkim czasie?
Charlie również zadawała sobie te pytanie, leżąc zwinięta w kłębek na swoim łóżku. Czuła jak wszystkie jej wnętrzności drżą razem z basowymi dźwiękami wydobywającymi się z głośników. Miała ochotę nawrzeszczeć na matkę i powiedzieć jej, jak bardzo nią gardzi, ale wtedy okazałaby jej jakieś uczucia. Pokazałaby, że zależy jej na matce. Wiedziała, że obojętnością mocniej zrani Amy. Nie odzywała się do niej już od ponad roku i wcale nie zamierzała tego przerywać. Nie, póki matka nie zgarnie do kupy swojego życia. Charlie nie będzie jej wyręczać.
Gdy zadzwonił jej telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Emily, Charlie wyłączyła muzykę, przesuwając jednocześnie palcem wzdłuż ekranu komórki.
- Chaz, czerwony alarm, bądź u mnie za dziesięć minut - mruknęła blondynka do telefonu po czym rozłączyła się nie czekając na odpowiedź.
Charlie drugi raz tego ranka zerwała się z łóżka. Włożyła na siebie pierwsze rzeczy, które wpadły jej w ręce, z podłogi porwała torbę i wybiegła z pokoju. Kątem oka widziała jak matka siedzi w kuchni przy stole nad nowym kubkiem kawy. Wyglądała okropnie. Miała wielkie sińce pod oczami, bladą skórę i przekrwione oczy. Trwało to tylko sekundę, po czym Charlie odwróciła wzrok. Wsunęła na nogi czerwone conversy i wyleciała z domu niczym rakieta.
*
Dojechanie do domu przyjaciółki zajęło jej mniej czasu niż normalnie, z powodu całego tego pośpiechu. Postawiła rower pod drzwiami wejściowymi i nie bawiąc się w żadne pukanie, wkroczyła do środka. Od razu uderzył ją zapach mocnej kawy i czegoś jeszcze... naleśników.
W kuchni matka Emily - Kate, stała przy patelni, kołysząc biodrami do piosenki lecącej w radiu. Na stołku barowym po drugiej stronie wyspy siedziała Emily. Jej błyszczące włosy były potargane. Wyglądała na bardzo zmęczoną i niezadowoloną.
- Dzień dobry, Kate - rzuciła Charlie wchodząc do środka. Kobieta odpowiedziała jej szerokim uśmiechem.
- Masz może ochotę na naleśnika, Charlie? - spytała, mimo że już postawiła przed nią talerz - Zostało sporo, ktoś tu najwyraźniej nie jest w nastroju do jedzenia...
- Mamo - warknęła Emily przez zaciśnięte zęby. Charlie dawno nie widziała jej tak zdenerwowanej. Coś złego musiało się stać. Oby tylko nie chodziło o Perry'ego. Kochała Emily jak własną siostrę, ale kiedy ona i Perry pokłócili się ostatnim razem, Charlie przez kilka dni godzinami wysłuchiwała narzekań przyjaciółki. Po pewnym czasie krzywiła się za każdym razem gdy usłyszała "Ten Perry to...". Charlie nie miała ochoty tego powtarzać... nie teraz...
- Jestem okropną matką - westchnęła Kate - Wstaję godzinę wcześniej, żeby przyszykować ci śniadanie, potem budzę cię i odprawiam do szkoły. Tankuję samochód...
Charlie zaśmiała się cicho z delikatnego sarkazmu matki Emily. Kate była świetną matką, Charlie nie mogłaby wymarzyć sobie lepszej. Dlatego tak bardzo kochała tu przychodzić. Kate i Emily mieszkały same w małym domku kilka przecznic dalej od Charlie. Panował tu niesamowity nastrój, ciepła, miłości i akceptacji. Charlie rozluźniała się, przebywając tu, ale skręcały się w niej wnętrzności na myśl o powrocie do domu. Nigdy nie wiedziała czego może się spodziewać.
- Jesz to, czy możemy już iść? - syknęła Emily, rzucając Charlie ostre spojrzenie. Dziewczyna westchnęła ciężko. Dzisiejszy poranek był bardzo zwariowany, nie zdążyła nic zjeść i teraz żołądek zaciskał jej się w supełek. Złożyła naleśnik w powietrzu, wstając z miejsca.
- Możemy iść - powiedziała przez pełne usta. Na twarzy Emily pojawił się jakby cień uśmiechu. Blondynka sięgnęła po kluczyki leżące na blacie. - Na razie, Kate!
- Pa, Charlie! - odkrzyknęła kobieta, machając dziewczynom wolną ręką.
- Z tą kobietą nie da się wytrzymać... - jęknęła Emily, kiedy już siedziały w środku jej auta. Charlie chciała coś powiedzieć, bo poczuła jak od słów przyjaciółki robi jej się gorąco, ale zamknęła usta i przez całą drogę do szkoły milczała.
*
- Co to za czerwony alarm? - spytała w końcu, kiedy wychodziły z sali od języka angielskiego. Charlie miała teraz dwie godziny chemii, a Emily godzinę wf-u, więc zaraz miały się rozdzielić. W samochodzie Emily nie odezwała się ani słowem, chociaż przez telefon brzmiała na naprawdę przerażoną i teraz Charlie zaczęła się zastanawiać czy było to coś na tyle ważnego by wybiegać z domu bez śniadania i w pogniecionych ubraniach.
- Kojarzysz może mojego kuzyna? Tego dziwnego blondyna...?
- Tego, który w wieku ośmiu lat wylał mi kubeł zimnej wody na głowę? - Tak. Jak mogłabym zapomnieć?
- Tak tego - odparła Emily - w każdym razie, mama powiedziała mi, że wpada do nas z wizytą na obiad. Ma podobno jakąś sprawę do obgadania. Nie wiem o co chodzi, ale mam złe przeczucia.
- Może potrzebuje pożyczyć kasy? Albo chce zaprosić was na swój ślub?
- On jest rok młodszy od nas, Chaz - mruknęła Emily. - To na pewno coś grubszego... w każdym razie. Chciałabym przesiedzieć ten czas u ciebie. Mam nadzieję, że to nie problem? Powiem mamie, że mamy jakiś projekt do zrobienia, wiesz...
- Bardzo bym chciała ci pomóc, Ems - powiedziała Charlie - Ale mam karę, zapomniałaś? Będziesz już po całym tym tragicznym obiedzie, kiedy ja dopiero wyjdę ze szkoły.
Emily jęknęła głośno. W tym momencie podszedł do nich Perry, obejmując swoją dziewczynę od tyłu.
- Przykro mi - rzuciła krótko Charlie - Na razie, Perry.
Weszła po schodach na piętro, gdzie znajdowała się sala chemiczna, zostawiając za sobą milczącą dwójkę. Miała wyrzuty sumienia, czując małą radość z sytuacji w jakiej postawiła Emily, wciąż pamiętając jej wcześniejszy komentarz o Kate. Ale poczucie winy zniknęło tak szybko jak się pojawiło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz