Zazwyczaj w tym momencie zwyczajnie zasypiał albo mdlał. Budził się dopiero nad ranem, mocno zmarznięty i rozdygotany. Wypijał kubek mocnej kawy, która jako jedyna mogła pomóc mu przetrwać pierwsze godziny trzeźwości. Potem było już coraz łatwiej, póki nie odzywał się głód... ale nie taki, który mógł zaspokoić kanapką albo porcją frytek. W najgorszych momentach mógłby zabić, gdyby ktoś próbował go powstrzymać.
Cieszył się, że Charlie nigdy nie spotkała go gdy był na głodzie. Mógłby zrobić jej krzywdę, a była ostatnią osobą, którą chciałby unieszczęśliwić przez swoje uzależnienie.
Jak on się w to wszystko wplątał? Jednego dnia był zwykłym chłopakiem, któremu ktoś zaproponował zapalenie skręta na koncercie. Spodobało mu się, uczucie nieważkości, wszystkie jego kłopoty nagle odpłynęły, a on poczuł się niesamowicie wolny. Zaczął częściej palić, ale po pewnym czasie zwykła trawka przestała mu wystarczać...
Czemu musiał spotkać Charlie dopiero wtedy, gdy było już dla niego za późno? Ona potrafiła sprawić, że czuł się jak na haju bez żadnych narkotyków. Była cudowna. Czuła, opiekuńcza. Zawsze wydawała z siebie ten cichy dźwięk, kiedy niespodziewanie zamykał jej usta pocałunkiem. Jej drobne dłonie zaciskały się na jego koszulce, delikatnie drapiąc paznokciami skórę pod nią. Gładziła go po włosach, kiedy miał gorszy nastrój i idealnie wpasowywała się w jego ramiona, gdy leżeli na kanapie w salonie oglądając jeden z jej ulubionych seriali.
Nie pamiętał całego zajścia, tego jak znalazł się w szpitalu. Matka powiedziała mu jedynie, że po zakończeniu roku szkolnego wysyłają go na odwyk, bo Michael musi z tym skończyć. I że to właśnie Charlie zadzwoniła po karetkę, która odwiozła go do szpitala. Nie potrzebował żadnych wskazówek. Wiedział czemu Charlie go unika. Pomyślał wtedy, że to dobrze, bo nie byłby w stanie po tym wszystkim spojrzeć jej w oczy. Co musiała przeżyć, jak mocno się bać, kiedy znalazła go nieprzytomnego w swoim pokoju?
Był na odwyku prawie całe dwa miesiące, podczas których udało mu się nie ćpać. Ci cholerni lekarze i pielęgniarki pilnowali go na każdym kroku. Nie mógł nawet w spokoju wejść do łazienki bez nadzoru i przeszukania. Te pieprzone sesje grupowe doprowadzały go do szału.
"Cześć, jestem Michael i mam ochotę na trochę kokainy." Oto co miał ochotę powiedzieć, kiedy pytali się go, by powiedział coś o sobie.
Gdy tylko wyszedł, od razu odnowił kontakt z kolesiem, który sprzedawał mu towar. Walczył ze sobą całą noc i cały następny dzień. Udało mu się tak przetrwać pierwszy tydzień szkoły. A potem gdzieś w tłumie zobaczył Charlie, jak się śmieje z przyjaciółmi, którzy kiedyś byli także jego przyjaciółmi. Gdy lekcje się skończyły, zamknął się w jednej z kabin w męskiej ubikacji i wyciągnął z kieszeni torebeczkę z białym proszkiem.
Jego ręce drżały z podniecenia. Dwa miesiące abstynencji. Tyle musiał poświęcić, by i tak naćpać się w szkolnym kiblu zaraz po powrocie do domu.
Już nigdy z tego nie wyjdzie.
Nigdy mu się nie uda.
Charlie nie przyjmie go z powrotem....
*
Spotkały się z Emily przed głównym wejściem. Charlie była blada i miała fioletowe cienie pod oczami z niewyspania. Ciągle odtwarzała w myślach spotkanie z Michaelem. Mimo haju na jakim się znajdował, ciągle patrzył na nią tym wzrokiem. Wzrokiem pełnym miłości w jasnozielonych oczach.
Emily również nie wyglądała na wypoczętą.
- Musimy pogadać - zaczęła, łapiąc Charlie za łokieć i ciągnąc ustronne miejsce przy ich szafkach. - Mam złe wieści?
- Jesteś w ciąży? - rzuciła obojętnym tonem Charlie, zaczesując brązowe włosy w kucyk na czubku głowy. Przeniosła ciężar ciała z jednej stopy na drugą. Czuła się nieswojo w spodniach bez żadnej dziury i bardzo dziewczęcej koszulce z napisem "You're my favourite homie". Wszystkie jej t-shitry z zespołami były aktualnie w praniu, a wytarte dżinsy zniknęły z podłogi w pokoju. Nie chciała pytać się matki co się z nimi stało, więc po protu założyła inne spodnie.
- Nie - odparła szorstko Emily. Również związała włosy gumką, którą nosiła na nadgarstku. - Chciałam opowiedzieć ci o wczorajszym obiedzie...
- Zupełnie zapomniałam - Charlie nagle zrobiło się głupio. Była tak zaaferowana swoimi problemami, że całkowicie zapomniała o tragicznym obiedzie w domu Emily. - Więc czego chciał kuzyneczek?
- Przenosi się - szepnęła blondynka, rozglądając się na boki, jakby chciała się upewnić, że nikt ich nie podsłuchuje - tutaj, Charlie. Do naszej szkoły.
Charlie otworzyła usta ze zdziwienia. Emily pokiwała głową z przerażeniem w oczach. Nigdy nie lubiła swojego kuzyna, ale teraz, kiedy miał zacząć chodzić z nią do jednej szkoły... to jakby... tornado nawiedziło ich miasto... to było gorsze od ciąży, o którą podejrzewała ją Charlie.
- To jeszcze nie koniec - Emily przeczesała dłonią swoją blond grzywę. - Więc on... powiedział, że mocno pokłócił się z rodzicami o to, że zbyt dużo czasu spędza grając na gitarze, a za mało czasu na szkołę. Zaczął uciekać z lekcji i opuszczać się w nauce. Wujek wyrzucił go z domu.
- Czy to legalne? On ma szesnaście lat - Charlie czuła, że wie, do czego zmierza jej przyjaciółka - Chcesz powiedzieć, że twój kuzyn...
- Zamieszka ze mną, Chaz, moja mama go przyjęła.
*
Michael leżał skulony na swoim łóżku. Co chwila przechodziły go bolesne dreszcze. Całe jego ciało drżało, było mu duszno, nie mógł złapać oddechu. Najgorsze w tym wszystkim było to, że domowe zapasy się skończyły, a dealer nie odbierał. Skąd miał wziąć teraz działkę, żeby ukoić swoje zszargane nerwy?
Mięśnie jego ramion kurczyły się i rozluźniały na zmianę. Głosy w jego głowie wrzeszczały. Michael bezgłośnie wołał o pomoc. O Boże, o Boże... co ja najlepszego zrobiłem...? Boże...
Widział minę matki, gdy weszła do pokoju, chcąc zawołać go na kolacje. Dokładnie widziała w jakim stanie znajduje się jej syn. Cały drżał, jego dłonie zaciskały się mocno na ramie łóżka, a przerażony wzrok błądził po całym pokoju, jakby ścigał jakiś niewidzialny dla innych przedmiot. Widziała, mimo to wyszła. Trzasnęła drzwiami, ale Mike nie miał jej tego za złe. Siedziała teraz zapewne w kuchni i płakała, ubolewając nad losem swojego syna. Mogła zastanawiać się dlaczego wszystko się tak potoczyło. Czy była to wina jej nieuwagi? Może Mike potrzebował silnej, ojcowskiej ręki, której nigdy nie otrzymał. Bo Daryl Clifford był zbyt zajęty robieniem wielkiej kariery i zarabianiem pieniędzy. Może myślała o zupełnie innych rzeczach, ale Michael nie mógł w tej chwili skupić się na cierpiącej przez niego matce.
Przez jego ciało przechodziły silne wstrząsy. Jakby ktoś dotykał jego skórę rozgrzanym do czerwoności kawałkiem metalu. Dziwił się, że jego rąk nie pokrywają blizny po oparzeniach...
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że płakał. Słone łzy spływały po jego policzkach, zostawiając po sobie mokre ślady. Był wyczerpany do granic możliwości. Nie mógł poruszyć nawet palcem.
Zasnął, myśląc o radosnym uśmiechu Charlie.
*
Trochę krótki i trochę za dużo o Michaelu (ale tego akurat chyba nikt nie ma mi za złe :D). Piszcie proszę, czy wam się podobało :)
Buziaczki ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz