sobota, 4 października 2014

Rozdział I "Odsiadka"


Był ciepły, słoneczny dzień, ale nic nie mogło poprawić nastroju Charlie - był również poniedziałek. Początek nowego tygodnia w szkole i dziewczyna już teraz wiedziała, że nie będzie on najlepszy. Siedząc na szkolnym dziedzińcu, czerpiąc razem ze swoją przyjaciółką Emily jak najwięcej promieni słońca, miała dziwne przeczucia co do nadchodzącego dnia. Co prawda skończyła referat na angielski i profesor Tesswick nie mógł się do niej znów przyczepić (a robił to notorycznie). Danny - pies Charlie również wykazał się bardzo wyrozumiały i nie porwał zębiskami ukończonej pracy domowej z biurka swojej pani, tak jak ostatnim razem, ani też nie obsikał jej zeszytów leżących na podłodze w salonie. Naprawdę, Charlie miała czasami wrażenie, że Danny jej po prostu nienawidzi, choć była jedyną, która wyprowadzała go na dłuższe spacery. Powinien być jej wdzięczny...
Siedziały z Emily na kamiennym brzegu fontanny na dziedzińcu. Do dzwonka miały jeszcze parę ładnych minut, więc żadna z nich nie chciała zbierać się na zajęcia. Przyjemnie było tak siedzieć w ciepłym, wrześniowym słońcu, słuchać śmiechów kolegów ze szkoły i czuć kropelki zimnej wody pryskającej z fontanny na nagie ramiona. 
- Idę dzisiaj z Perry'm po szkole do niego - zaczęła nagle Emily odgarniając swoje długie włosy w kolorze słomy za ramiona. Emily była piękna i co najgorsze - zdawała sobie z tego sprawę. Jej twarz była niczym zestawienie najpiękniejszych cech znanych kobiet. Duże, jasnoniebieskie oczy, gęste, czarne rzęsy, zgrabny nosek i pełne usta w kolorze brzoskwini. Do tego wszystkiego była bardzo szczupła, ale niezbyt wysoka, sięgała Charlie do ramienia. Miała długie, proste, jasne włosy, którymi bardzo lubiła zarzucać w każdym możliwym kierunku. Czasami było to nie do wytrzymania. 
- Jakaś większa posiadówka? - spytała Charlie, nie otwierając oczu. 
- Jego rodzice wyjeżdżają na kilka dni, nareszcie będziemy sami... rozumiesz? - spojrzała na przyjaciółkę kątem oka, ale Charlie siedziała niewzruszona, widząc jedynie pomarańczowe światło spod zamkniętych powiek. 
- Rozumiem - odparła Charlie - więc nie jestem zaproszona? 
- Wybacz - Emily zachichotała cicho. - Mamy z Perry'm po siedemnaście lat, wiesz? Jesteśmy jakby wiecznie napaleni...
- Nie musisz mi tłumaczyć - przerwała jej Charlie. Blondynka zaśmiała się jeszcze głośniej. 
Perry, Emily i Charlie byli od zawsze razem. Na początku w dzieciństwie jako przyjaciele. Chodzili do jednego przedszkola i podstawówki. W gimnazjum również trafili do tej samej klasy, co wyglądało jak bardzo podejrzany zbieg okoliczności. Mimo całego dnia w szkole, spędzali razem również weekendy, siedząc w domu lub wychodząc do znajomych. Nigdy nie mięli siebie dosyć. 
Wszystko zmieniło się, gdy zaczęły rosnąć nam cycki, pomyślała Charlie.
Wtedy Perry również zaczął się dziwnie zachowywać. Zawsze wolał spędzać czas w towarzystwie Emily, często "przypadkowo" trącał ją ramieniem i ocierał się o nią w wąskich przejściach. Charlie zupełnie przestała istnieć...
Było bardziej niż wiadomo, że szybko zaczną się ze sobą umawiać. Tak też się stało i Charlie dopiero wtedy poczuła, jak to jest być piątym kołem u wozu. Perry i Emily ciągle się całowali i przytulali i po pewnym czasie Charlie po prostu powiedziała "DOŚĆ". 
Minęło sporo czasu, zanim odnowiła kontakt z pozostałą dwójką i było to jakiś rok temu. Od tamtej pory para trzymała emocje na wodzy, gdy była w towarzystwie swojej przyjaciółki i naprawdę starali się nie olewać jej zbyt często. Starali się... a Charlie to doceniała.
- Chyba powinnyśmy już iść - Emily zerknęła na swój telefon. - Zostało nam mało czasu.
Obydwie podniosły się i ruszyły w stronę głównego wejścia. Wypakowały swoje rzeczy do szafek, zabrały tylko potrzebne podręczniki po czym podeszły pod salę od języka angielskiego. Gdy rozbrzmiał dzwonek, obydwie bez słowa weszły do środka i zajęły swoje miejsca. 

*

Lekcje właśnie się skończyły, a Emily oddalała się od przyjaciółki ze zbolałym wyrazem twarzy. Gdy tylko dopadł ją Perry bezgłośnie wysłała ku Charlie przeprosiny i odwróciła się do chłopaka. 
Charlie westchnęła głęboko. Odwróciła się niechętnie, ruszając w stronę drugiego piętra, gdzie znajdowała się Sala Więzienna. Oczywiście nią nie była, ale tak nazwała ją Charlie. Często kłóciła się z profesorem Tesswickiem, była wysyłana do gabinetu dyrektora i odsyłana na odsiadkę kary w Sali Więziennej. Nigdy nie potrafiła trzymać języka za zębami - taka już była. Zwłaszcza, gdy ten stary głupek rzucał w nią obelgami na forum całej klasy i myślał, że nie będzie w stanie się obronić.
I tym razem poszło o coś zupełnie nieistotnego. Charlie miała na sobie luźną koszulkę z nadrukiem swojego ulubionego zespołu - Nirvany. Do tego obcisłe spodnie z dziurami na kolanach, podwinięte do kostek. Nie trwało długo kiedy zaczął drwić z jej ubioru. 
- Nosisz podarte spodnie, Woodrow? Nie stać cię na nowe? 
Doprawdy, ile lat miał ten koleś? Piętnaście? Bo wyglądał na co najmniej pięćdziesiąt... Był najgorszym nauczycielem w całej szkole i wszyscy się go bali. Tylko Charlie zwykła z nim dyskutować co prawie zawsze kończyło się karą od dyrektora. Czasami był to tylko jeden dzień, a czasami tydzień. 
Tym razem musiałam go naprawdę wkurwić, pomyślała Charlie. Cztery pieprzone tygodnie siedzenia po dwie godziny po zajęciach za nazwanie go "zdziadziałym kretynem"? Mogła odsiadywać karę nawet do końca roku szkolnego. Warto było zobaczyć jego minę po jej słowach. Cały się zagotował i zrobił czerwony na twarzy. Charlie przez chwilę myślała, że jest bliski wylewu, ale on tylko ledwo warknął zza zaciśniętych szczęk:
- Do dyrektora, Woodrow. 
Przekręcała nerwowo kolczyk w chrząstce ucha, wchodząc po schodach na drugie piętro. Flanelowa koszula w czerwoną kratę była obwiązana wokół jej zgrabnych bioder, poruszając się razem z nią. Nie była jedyną zbuntowaną nastolatką w szkole, ale Tesswick musiał przyczepić się akurat do niej. O co mu właściwie chodziło? 
Weszła do Sali Więziennej. Przy biurku siedziała gruba nauczycielka historii, która zwykle pilnowała uczniów odsiadujących karę. Nikt jej nie lubił, ale i ona nikogo nie lubiła, więc idealnie nadawała się na rolę klawisza. 
Charlie wymamrotała ciche "dzień dobry", po czym podała klawiszowi kartkę do podpisania. Będzie zbierać na niej podpisy historyczki przez następne cztery tygodnie. 
Odwróciła się od biurka nauczycielki by usiąść w wolnej ławce, kiedy usłyszała gruby, gardłowy głos za sobą. 
- Telefon, Woodrow. 
Charlie przeklęła bezgłośnie, po czym położyła na biurku nauczycielki swoją komórkę. Dopiero wtedy usiadła w ławce, czując, że następne dwie godziny będą najgorszymi w jej życiu.

*

- Jesteś totalnie stuknięta, Charlie. - usłyszała głos przyjaciółki w telefonie, który dopiero odzyskała. Dwie godziny kary niesamowicie jej się dłużyły. Zdążyła odrobić zadanie domowe z chemii, a potem bazgrała po zeszycie bez celu. - Porąbana. Niezrównoważona. Nie masz dość kłótni z Tesswickiem? 
- Nie. - odpowiedziała krótko - Kiedyś pożałuje, że ciągle mnie zaczepia. 
Charlie właśnie wsiadała na rower, więc szybko pożegnała się z Emily, słysząc w słuchawce mrukliwy głos Perry'ego. Przeszedł ją dreszcz, kiedy pomyślała w jakim momencie przerwała im swoim telefonem. Odepchnęła od siebie niechciane myśli, kiedy tylko ruszyła ulicą do domu. Jazda na jej ukochanym czarno-czerwonym Krossie jak zwykle przyniosła jej tyle radości i zapomnienia co zawsze. 
Muzyka ze słuchawek rozsadzała jej mózg, ale Charlie o to nie dbała. Były piosenki, których po prostu nie dało słuchać się cicho, a "where did you sleep last night" Nirvany była jedną z nich. 
Podjechała do domu w świetnym nastroju, ale został on zburzony w natychmiastowym tempie, gdy tylko zobaczyła zataczającą się kobietę przy frontowych drzwiach, próbującą trafić kluczem do dziurki. 
Charlie odrzuciła swój rower i natychmiast podbiegła w jej kierunku.

~*~

Cóż, to mój pierwszy rozdział - krótki - wiem, ale czekam na jakieś opinie i mam nadzieję, że wam się podobał. Stop... mam nadzieję, że ktokolwiek go przeczytał :D Jeśli tak, to proszę was bardzo o oceny i ewentualnie jakieś rady odnośnie pisania :) 
Pozdrawiam was baaaardzo serdecznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz