niedziela, 12 października 2014

Rozdział V "Kuzyn"

     Charlie karciła się za każde wspomnienie o Michaelu. Musiała całkowicie przestać o nim myśleć, nie wyszłoby z tego nic dobrego, nie było dla nich żadnej przyszłości. Ona mimo swojego wiecznego zbuntowania, złości na cały świat za błędy rodziców myślała o studiach i tym, co będzie potem. Przejmowała się swoim dorosłym życiem, bo wiedziała, że nie przyjdzie umrzeć jej szybko. Michael natomiast był typem, który mógłby umrzeć nawet jutro... Charlie czasem myślała, że nawet by się ucieszył, gdyby tak się stało. Nie dbał o siebie i był słabym człowiekiem. Był kulą u nogi. Był... 
     Więc dlaczego nie mogła przestać myśleć o ich ostatniej randce? O tym jak świetnie się bawili, najpierw w wesołym miasteczku, a potem u niego w domu? Dlaczego ciągle wracało do niej wspomnienie, kiedy siedziała na jego kolanach, wypłakując się w jego ramię, kiedy on gładził ją po plecach i szeptał do ucha pocieszające słowa? Albo kiedy skręciła kostkę i nie mogła chodzić, a on przynosił jej picie i jedzenie, dbał o nią tak długo, aż sam nie musiał wracać do domu... 
     Wszystko to wróciło do niej właśnie teraz, kiedy wydawało jej się, że może o nim zapomniała. I wcale się nie zmienił. Matka Mike'a wspomniała, że wysyła go na odwyk i byłoby lepiej gdyby przez ten czas Charlie się nim nie kontaktowała. Myślała, że może uda mu się zwyciężyć. Ale wygląda na to, że nawet nie podjął się walki...
     - Wszystko dobrze, Chaz? - Emily trąciła ramię przyjaciółki. Jadły właśnie lunch na szkolnej stołówce. Wokół panował hałas i harmider, ale Charlie zupełnie odcięła się od otaczającego ją świata. Wróciła myślami kilka miesięcy wstecz, kiedy była choć trochę mniej zła na siebie i rodziców. 
     - Tak - odparła wolno. Dla potwierdzenia swojej wiarygodności, uśmiechnęła się pokrzepiająco do Emily. - Jak tam kuzyn? 
     - Wprowadził się.
     Był kolejny poniedziałek. Wiele zdarzyło się w ciągu ostatniego tygodnia, ale Charlie potrafiła myśleć już tylko o Mike'u. I o czekającej ją po zajęciach karze, w śmierdzącej klasie profesor Handall. 
     - Jest nieznośny? 
     - Niesamowicie - Emily zarzuciła swoimi długimi włosami. - Jest gorszy niż moja matka. Przesiaduje w łazience godzinami, głośno słucha muzyki i ciągle gra na tej swojej gitarze. Do tego teraz Perry jest o niego zazdrosny i ciągle się kłócimy.
     - Zazdrosny o twojego brata? - Charlie specjalnie podkreśliła ostatnie słowo. Oczywiście, że zauważyła, że coś dzieje się nie tak jak trzeba. Perry omijał ich stolik na przerwie obiadowej i odwracał wzrok przechodząc obok korytarzem. Charlie jednak nie miała ochoty pytać, co się stało. Wiedziała, że prędzej czy później Emily sama się do wszystkiego przyzna. - To chore...
     - Jemu to powiedz - warknęła - Według niego wcale nie jesteśmy tak bardzo spokrewnieni. I jako dzieci też nie mięliśmy bliskich stosunków, więc równie dobrze mogłabym wejść mu do łóżka, skoro już z nim mieszkam. Kurde, wcale się o to nie prosiłam... ale do niego nic nie dociera. Wiesz jakie to uczucie, gdy chcesz aby ktoś zmienił swoje myślenie, ale nie ważne jak mocno się starasz, to i tak, jakbyś rzucała grochem o ścianę?
     Żebyś wiedziała... 
     - Daj mu trochę czasu - poradziła Charlie. - To wszystko co w tej chwili możesz zrobić. 
     - Dawanie czasu ssie. 
     Charlie popiła lunch ostatnimi łykami coli. Była już ciepła i wygazowana... najgorsza. Mimo to zaspokoiła niewielkie pragnienie palące gardło szatynki. 
     - Bardzo ssie.

*

     - Przyjadę po ciebie po karze i razem wrócimy do mnie dobrze? Mogę być wkurzona na Perry'ego i mojego kuzynka, ale wciąż potrzebuję korków z chemii. - Emily wysłała Charlie buziaka, po czym odkręciła się i zostawiła przyjaciółkę na schodach. 
     Charlie westchnęła głęboko. Wcale nie chciała wracać do Sali Więziennej. Minął dopiero tydzień i już miała dość. Zupełnie przeceniła swoje siły. Nie była w stanie tam wysiedzieć tak długo, jak myślała że by mogła. Tesswick doprowadził ją do granic wytrzymałości i odpłaciła mu pięknym za nadobne, ale teraz bardzo tego pożałowała. 
     Odkręciła się z zamiarem rozpoczęcia wspinaczki na schody, kiedy ktoś wpadł na nią i tylko dzięki swojemu refleksowi, a także refleksowi tej drugiej osoby, nie przewróciła się i upadła. 
     Stała, mocno przytulona do szybko podnoszącej się i opadającej klatki piersiowej sporo wyższego od niej chłopaka. Jego duża dłoń mocno wspierała jej plecy na wysokości krzyża. Była bardzo nisko... 
     - Cała? - do jej uszu dotarł jego miękki głos. Charlie podniosła głowę, a jej oczom ukazała się twarz chłopaka. Piwne oczy zasłonięte były blond grzywą kręconych włosów. Na nosie siedziały okulary z czarnymi oprawkami. Miał lekko rozchylone usta. Jego twarz tak blisko jej...
    - Co? - spytała nieprzytomnie. 
    - Jesteś cała? Pytałem czy wszystko ok. - delikatnie odsunął ją od siebie. Patrzył na nią z rozbawieniem w oczach. Zaraz... czy one nie były przed chwilą jasnobrązowe? Teraz jakby trochę zzieleniały. 
    - Tak, nic mi nie jest. - odparła szybko. Dłoń, którą zacisnęła na poręczy balustrady szybko rozluźniła i wsadziła do kieszeni. - Przepraszam, że na ciebie wpadłam. 
    - Spoko - chłopak uśmiechnął się. W jego policzkach zrobiły się dwa, słodkie dołeczki. Charlie była pewna, że wie jak tym uśmiechem rzucać dziewczyny na kolana. Robił to cholernie dobrze. - Nie ty pierwsza padasz na mój widok.
    - Nawet nie wiem jak masz na imię - szepnęła bardziej do siebie, niż do niego, kiedy przechodził obok niej. Wydało jej się, że zachichotał, ale czy to było możliwe? Czy chłopcy chichotali
    - Do zobaczenia, Woodrow - pomachał jej na pożegnanie, po czym odwrócił się i szybkim krokiem odszedł w zupełnie przeciwnym kierunku.
    Mam zły nawyk wpadania na facetów, których powinnam omijać, pomyślała idąc do Sali Więziennej. Powinnam omijać nauczycieli, którzy chcą na mnie wpadać... ta myśl wpadła jej do głowy, gdy tylko ujrzała profesor Handall siedzącą za swoim biurkiem.

*

    Emily mówiła poważnie, Charlie zaśmiała się pod nosem, kiedy wychodząc ze szkoły zobaczyła przyjaciółkę pakującą jej rower do swojego samochodu. Udało jej się, więc z radością zaklaskała w ręce, a gdy tylko zobaczyła Charlie przywołała ją gestem ręki. 
    - Jedziemy? 
    - Zabierz mnie stąd jak najszybciej - szepnęła Charlie z udawanym przerażeniem. Emily zaśmiała się. Obydwie wsiadły do samochodu i już po chwili znajdowały się pod domem blondynki. - Gotowa? - spytała, gdy stały pod drzwiami frontowymi. Charlie już z podwórka słyszała dźwięki wydobywające się z małej sypialni na piętrze. All the small things, Blink 182. Chłopak może był złamasem, ale słuchał dobrej muzyki. 
    - Może powinnam zapytać o to ciebie? 
    - Wiesz, że sobie z nim poradzę. Niech tylko spróbuje coś powiedzieć...
    Weszły do środka. Charlie wcale się nie denerwowała. Miała do czynienia z różnymi ludźmi i z każdym typem człowieka świetnie potrafiła sobie poradzić. Chyba, że był to Michael Clifford. On zawsze wywoływał u niej emocje, których nie mogła kontrolować. 
    - Rozłożymy się z książkami w salonie, dobrze? - spytała Emily, próbując przekrzyczeć muzykę.
    - Masz zamiar uczyć się w takim hałasie? - spytała Charlie, przybierając waleczną postawę - Zaraz wracam. 
    Mimo protestów przyjaciółki wbiegła schodami na piętro, dopadając do odpowiednich drzwi, bez pukania wpadła do środka. Rozłożony na łóżku leżał wysoki blondyn. Miał na sobie jedynie luźne spodnie, a na gołej klatce piersiowej leżała elektryczna gitara. Miał zamknięte oczy i śpiewał razem z wokalistą, więc nawet nie zauważył dziewczyny, która nagle wparowała do jego pokoju.
    Dopiero gdy jej palce znalazły przełącznik w wieży stereo i wcisnęły go, a w pokoju zapanowała cisza, przerwana jedynie głosem chłopaka, gwałtownie otworzył oczy, po czym podniósł się do pozycji siedzącej i rzucił Charlie wrogie spojrzenie. 
    - Wiem, że to najlepszy moment, ale będziemy się z Ems uczyć na dole, a to - wskazała kciukiem na sprzęt grający - nam przeszkadza. 
    Nie czekając na odpowiedź, ruszyła w stronę drzwi. Gdy jej dłoń znalazła się na klamce, po pokoju rozszedł się melodyjny głos chłopaka. 
    - Wydoroślałaś, Charlie. Masz fajny tyłek. 
    Charlie odwróciła się z przemiłym uśmiechem na ustach, dłoń wciąż zaciskając na klamce drzwi. 
    - Ty natomiast - gestem ręki wskazała na jego nagi tors - wyglądasz tak samo, jak dziewięć lat temu, Luke.
    Tym razem chłopak zastygł z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Szeroko otworzył usta, ale nic nie powiedział. Patrzył jak Charlie wychodzi z pokoju, zamykając za sobą drzwi. 

~*~

Mam wrażenie, że wcale wam się to nie podoba, ale piszę... bo lubię pisać :) 
Jeśli czytasz - proszę - skomentuj. Dla autora (czyt. mnie) to naprawdę dużo znaczy.
Dzisiejszy rozdział dedykuję Zuzi W. :) Pozdrowionka kochana! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz